IMAG2047Spotkanie zorganizowane przez Europejskie Centrum Solidarności było interesujące, ale akurat nie dotyczyło to jego najbardziej rozreklamowanej części politycznej, która była zwyczajnie nudna i która, zapewne w swoim założeniu, miała wszystkich przekonać o ważnej roli przywódczej prezydenta Bronisława Komorowskiego w Europie środkowo-wschodniej. Zabieg ten jednak mógł być skuteczny tylko wobec najbardziej naiwnych wyborców.

Najciekawsze było w pierwszym rzędzie to, co zostało zagubione w tłumaczeniu:
– Pierwszy błąd wystąpił już w samym tytule politycznej części konferencji wziętym z tekstu deklaracji Schumanna. W oryginalnej angielskiej wersji brzmiał on : „A united Europe was not achieved and we had war”. Na polski przetłumaczono to jako „Nie było Europy, mieliśmy wojnę”. Przyznają chyba Państwo, że to nie do końca to samo! W końcu poprawne tłumaczenie brzmi „Nie udało nam się zbudować zjednoczonej Europy”.
– Po drugie, gdy prowadząca panel, Judy Dempsey powiedziała, iż wielka wystawa w Berlinie z okazji 70-lecia wybuchu II wojny światowej w 2009 r., którą odwiedziła, nie zawierała ani jednego odniesienia do paktu Ribbentrop-Mołotow, komentarza tego na j.polski w ogóle nie przetłumaczono!
– I trzeci przykład, gdy prof. Paczkowski opowiadał o polskim micie bohatera, a zarazem ofiary, często zdradzanego przez własnych sojuszników, prowadząca stwierdziła: „You are quite hard on Poles. I shall defend them” (Jest pan bardzo twardy w stosunku do swoich rodaków, więc będę ich bronić), czego również na język polski nie przetłumaczono. Stwierdziła także, iż pojednanie Polski z Rosją jest niesłychanie skomplikowaną sprawą.
– Co najmniej dziwnie zabrzmiały słowa pana Donalda Tuska, który przedstawił się osobiście jako wybitny specjalista od historii Gdańska, i stwierdził, iż Niemcy najpierw Gdańsk przez 500 lat budowali, a potem w kilkadziesiąt godzin w marcu 1945 r. go zniszczyli. Nie wiem skąd pan Donald Tusk wziął obie informacje, zwłaszcza że żadna z nich nie odpowiada prawdzie historycznej. Gdańsk był w rękach niemieckich w najlepszym razie przez lat 310 (i to wg nieco naciągniętych wyliczeń, bo nie uwzględniających okresu I-szego Wolnego Miasta, na dodatek przypisujących okresowi średniowiecza współczesne kryteria narodowościowe: 158 + 152 w okresach 1308-1466 oraz 1793-1945). Fakt, że w Gdańsku przez wieki mówiono po niemiecku, nie oznacza, iż to wyłącznie Niemcy stworzyli gdańskie dziedzictwo kulturowe. To również nie Niemcy zniszczyli Gdańsk w 1945 roku, a w każdym razie nie wyłącznie! Miasto zniszczyły głównie sowieckie i alianckie naloty oraz rosyjski ostrzał artyleryjski, walki uliczne, a na sam koniec – rosyjskie podpalenia i masowe rabunki. Oczywiście, znaczną część winy ponoszą również sami Niemcy, którzy podjęli decyzję, aby bronić miasto do końca. Zostawiam zatem stwierdzenia b. premiera bez komentarza.

Red. Krzysztof Wyszkowski w swoim sprawozdaniu na portalu wpolityce.pl głęboko skrytykował powyższy historyczny panel dyskusyjny. Muszę wyznać, iż z krytyką tą w wielu aspektach się nie zgadzam. Wprawdzie, jak trafnie zauważył, ?żeby nadać całej imprezie patyny kompetencyjnej, wymyślono posadzenie Komorowskiego, Tuska, Schetyny i HGW w towarzystwie Poroszenki i innych przywódców państw Europy Wschodniej, naprzeciw kilkorga historyków o międzynarodowej renomie. Historycy mieli wygłosić humanistyczne przesłania o pokoju, godności, pamięci indywidualnej i zbiorowej, która ma nas wszystkich ustrzec od tego wszystkiego złego, co zostało pokonane 8 maja 1945 roku?. Nie wiem na jakiej podstawie red. Wyszkowski powziął opinię, iż z początku wszystko szło gładko, a autorytety z lekkością wykonywały zlecenie, za które wzięły ciężkie pieniądze. Trudno mi orzec czy te sowite honoraria są prawdą, choć wykluczyć tego oczywiście nie mogę. Jak napisał dalej red. Wyszkowski, ?Francuz, z odwagą co najmniej Lavala, tłumaczył, że Stalin miał trochę racji zawierając pakt Ribbentrop ? Mołotow?. Istotnie, wystąpienie francuskiego historyka z Sorbony, Georgesa Henri-Sotou, było dość oburzające. Ze skrajną naiwnością wywodził on, na przykład, że w 1945 r. nikt nie przewidział, że obecność rosyjska w Europie środkowo-wschodniej będzie miała głębokie skutki polityczne, a nie tylko militarne. Podkreślił też, że Stalin mógł ?ugrać? dla siebie jeszcze więcej, gdyby nie miał aż takiej obsesji na punkcie swojego bezpieczeństwa. Co więcej, usiłował też rehabilitować postępowanie Stalina i tłumaczyć zawarcie paktu Ribbentrop-Mołotow możliwością agresywnych zamiarów państw zachodnich wobec Rosji, na co, jego zdaniem, istnieją udokumentowane dowody.

Z kolei, wg red. Wyszkowskiego, Norman Davies (darwinista?) odkrył, że ?ludzie patrzą na przeszłość przez swoje własne doświadczenia?. No cóż, mimo iż nie jestem wielbicielem ostatnich wystąpień prof. Normana Daviesa, to uważam, iż tym razem bardzo trafnie przyrównał on konferencje w Jałcie i Teheranie do dużo wcześniejszych kongresów w Wiedniu czy Wersalu, z których wszystkie kierowały się zasadą decydowania o przyszłości świata bez udziału mniejszych państw, których owe decyzje dotyczyły. W zasadzie bardzo podobne reguły obowiązują i dziś w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, w której tych większych (czyli ?policjantów świata?, jak mówił prezydent Roosvelt) wyposażono w prawo weta, a więc to niechlubne dziedzictwo trwa nadal!

Najbardziej red. Wyszkowskiego zasmucił jednak znany amerykański historyk i pisarz, Timothy Snyder, który, jak napisał pan redaktor – ?w odróżnieniu od Normana Davisa sumiennie wypełniającego angielski stereotyp, że Walijczycy są intelektualnie ograniczeni ? wydawał się nie uwikłany w typowe układy polityczno-poprawnościowe. Tym razem jednak uznał on za konieczne napomnieć Polaków, że jako sąsiedzi zagarnęli cudze mienie i kazał uczyć się historii Polski z książek Grossa. Tytułem przedstawienia dowodu posiadania przez Snydera poczucia dystansu wobec własnych interesów załatwianych za pomocą wykładów historycznych jest wygłoszona niego uwaga na końcu wystąpienia: ?Historycy (opisując draństwa innych) wyobrażają sobie, że sami są przyzwoici?. Muszę przyznać, że inaczej odebrałem wystąpienie Timothy Snydera. Najważniejszym jego elementem było podkreślenie roli jednostkowej pamięci, jak i znaczenia zbierania indywidualnych i zbiorowych świadectw. Zaznaczył tutaj szczególnie doniosłą rolę odegraną przez takie ośrodki, jak polska ?Karta? czy rosyjski ?Memoriał?. Bardzo mocno stwierdził, że państwa nie mogą generować i pielęgnować mitów, które są przeciwstawne względem siebie. Zaznaczył, że tu leży jeden z problemów współczesnej Rosji, bowiem kultywuje się w niej całkowicie przeciwstawne mitologie, np. z jednej strony mit wielkiej wojny ojczyźnianej z hitlerowską Rzeszą, a z drugiej strony ? mit paktu Ribbentrop-Mołotow. Podkreślił też, że niekiedy pamięć zbiorowa jest w stanie modyfikować te indywidualne  świadectwa oddalając je od rzeczywistego przebiegu wydarzeń. Pamięć zbiorowa jest bowiem modyfikowalna i krucha. Może też ona zostać wykorzystana do generowania konfliktów i przemocy, które prowadzą z kolei do powstawania złych wspomnień, które wywołują jeszcze więcej przemocy. Powstaje w ten sposób mechanizm błędnego koła mogący napędzać konflikty i niesprawiedliwości. Warto przypomnieć, że to właśnie pamięć zbiorowa była istotnym paliwem niedawnego konfliktu na Bałkanach. Prof. Snyder podkreślił też mocno, że pamięć zbiorowa może podlegać nieustannej kolektywnej dyskusji i debacie, ponieważ nie ma czegoś takiego jak pamięć ostateczna. Gdy pamięć zbiorowa staje się ostateczna i definitywnie utrwalona, staje się ona zaczątkiem wojny. W ten sposób przeszedł do II części swojego wystąpienia, poświęconej bardziej rozważaniom natury moralnej, które tak bardzo oburzyły red. Wyszkowskiego. Timothy Snyder wprowadził w nich pojęcie przyzwoitości (decency). Istotnie odniósł się on do problemu wykorzystywania pustki prawnej i moralnej oraz podłoża dla zachowań niegodnych, jakie stworzyło wprowadzone przez Niemców prawo, w tym na przykład żydowskich pogromów czy rabunków żydowskiego mienia. Podkreślił jednak również fakt rzezi Polaków na Wołyniu, którą ocenił jako najgorszą w historii świata czystkę etniczną, za organizacją której nie stało państwo. Zaznaczył w tym miejscu, jak wielką rolę w takich czystkach odgrywa kontrola nad genealogią grup ludzkich, co pozwala określać i kontrolować ich tożsamość gwarantując w ten sposób władzę nad ludźmi.

Zdaniem red. Wyszkowskiego nic nie psuło atmosfery godnej oprawy wyborczego pikniku, [?] aż przyszła kolej na przybyłego w ostatniej chwili Jurija Afanasjewa z Rosji. [?]?. Istotnie wystąpienie prof. Afanasjewa imponowało swoją odwagą i bezkompromisowością spojrzenia. Mówił on, iż rosyjska rzeczywistość jest przesycona realizacją projektu odbudowy stalinizmu, oczywiście w innej już formie. Obecnie ma on postać putinowskiego-prawosławnego-czekistowskiego nacjonalizmu. Rosjanie nie mają swobodnego dostępu do zasobów swojego kraju. Są traktowani jako masa ludzka, która nie ma zdolności ani do samorozwoju, ani do samoorganizacji. Masa ta znajduje się w stanie skrajnego pobudzenia resentymentem rosyjskim, co powoduje stan choroby klinicznej czyli jakby chroniczny stan zapalny. W życiu społecznym dominującą rolę odgrywa rosyjski tradycjonalizm, który dąży do realizacji ogólnoświatowego projektu, podobnie jak niegdyś stalinizm i komunizm. Profesor Afanasjew użył kilkakrotnie dla określenia rosyjskiego społeczeństwa słowa ?Socjum?, dal podkreślenia, iż zostało ono odczłowieczone i nadal jest w stanie zaprzeczenia człowieczeństwu. Podkreślił też mocno, iż władza putinowska jest kryminalna, ale i kryminalne jest całe rosyjskie ?socjum?, od samej góry do dołu Rosja jest systemem kryminalnym. Z drugiej strony określił on Rosję jako unikalną wspólnotę ludzką, ze względu na to, iż jest ona oparta w swych podstawach na micie i fantomie stworzonym przez władzę, aby ukryć samą istotę rosyjskiego nacjonalizmu. Dlatego wymyślano fantazje i  baśnie na temat historii Rosji. Taka, na przykład, Ruś Kijowska, zdaniem prof. Afanasjewa, w ogóle nie istniała. Została wymyślona w XIX wieku, a gdy chciano by znikło słowo ?Ukraina?, to znikło też i pojęcie Ruś Kijowska. Zostało ono zastąpione innym terminem ? starodawne państwo rosyjskie. Zdaniem profesora, innym z kolei wymysłem była agresja tataro-mongolska. Całkowicie zgadzam się z redaktorem Wyszkowskim, że postawę i odwagę prof. Afanasjewa warto zapamiętać.

Z kolei z panelu politycznego, który zamknął dwudniowe seminaria historyczne w ECS, i w którym wzięli udział prezydenci, ministrowie i parlamentarzyści 14 krajów unijnych oraz Ukrainy, a także sekretarz generalny ONZ i przewodniczący Rady Europejskiej, warto przywołać jedynie trzy znaczące wypowiedzi. Reszta była zwyczajną, nudną nowomową polityczną. Bardzo gorąco przyjęto prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który prosił o solidarność Europy z jego ojczyzną. Podkreślił on, że Gdańsk jest miejscem, które szczególnie przypomina jak kruchy jest świat i że Ukraina zasłużyła na to, by cieszyć się taką samą wolnością, jaką zapewnia zjednoczona Europa, zwłaszcza że Ukraińcy walczą teraz w pewien sposób w obronie Polski i Europy. Jak można było przypuszczać, najmocniej Ukrainę wsparli prezydenci Litwy i Estonii. Jak relacjonuje red. Szreter z DB, Toomas Hendrik Ilves, prezydent Estonii (najdłużej sprawujący swój urząd z prezydentów zebranych na Sali) mówił: ?Nasze obawy były ignorowane, teraz okazało się, że były usprawiedliwione. Co zrobimy wobec tego wyzwania? Czy będziemy wierni wspólnym wartościom, czy będziemy próbowali zawrzeć jakiś ?deal? z agresorem? Stoi przed nami podobny wybór, jaki był przed Europą w latach 30-tych?. Uderzające za to było wystąpienie prezydenta Czech Milosza Zemana, przedstawiciela tamtejszej socjaldemokracji, który hitlerowskie Niemcy przyrównał do Państwa Islamskiego, a za to zupełnie nie odniósł się do sprawy Ukrainy, co samo w sobie było bardzo znaczące. Przypominam, iż Milosz Zeman zasłynął w ostatnim czasie tym, ze zapragnął wybrać się do Moskwy na 9-majowe uroczystości Dnia Zwycięstwa organizowane przez Wladimira Putina i dopiero protesty społeczne zmusiły go do zmiany tych planów.  Porównał on niegdysiejsze opinie prezentujące agresję Hitlera jako lokalny konflikt w centralnej Europie, do dzisiejszego poglądu przedstawiającego problem Państwa Islamskiego (ISIS0 jako lokalny problem na Bliskim Wschodzie. Reszta wystąpień przywódców państw i parlamentów nie wykraczała poza standardową polityczną poprawność.

Myślę, że debata w ECS dotycząca dziedzictwa II wojny światowej była naprawdę ciekawa, ponieważ pokazała całkowicie odrębne spojrzenie na to dziedzictwo, jak i na rolę zbiorowej pamięci, w dużej mierze zależne od kraju pochodzenia i podłoża kulturowego danego historyka. Jeszcze ciekawsze były inne debaty poświęcone problemowi odpowiedzialności za II wojnę światową i problemowi jej badania. Ale o tym już w następnym odcinku ?

 

Prof. Piotr Czauderna