Rzecz o dzisiejszym patriotyzmie. Rzeczywistość a Wirtualność, czyli o potrzebie krytycznego rozumu.

  • HOME »
  • Rzecz o dzisiejszym patriotyzmie. Rzeczywistość a Wirtualność, czyli o potrzebie krytycznego rozumu.

Rzecz o dzisiejszym patriotyzmie.
Rzeczywistość a Wirtualność,
czyli o potrzebie krytycznego rozumu.

Motto:
?Co się dla mnie wiąże z pojęciem polskości? Wszystko. Czym jest dla mnie polskość? Wszystkim. Zabrzmiało to jakoś patetycznie, więc zaraz muszę powiedzieć, że w moim rozumieniu nie ma w tym nic patetycznego. Przeciwnie. Wszystko wiąże mi się z polskością i tylko z polskością i to jest moja bieda, nieszczęście, głupota.?
Jarosław Marek Rymkiewicz, polski pisarz i poeta

?Wielu ludzi myśli, że myśli; jestem pewien, że się mylą. Myślenie jest męczące i wymagające.?
Rush Limbaugh, znany amerykański komentator polityczny

Patriotyzm był do niedawna pojęciem nieco niemodnym, można nawet zaryzykować twierdzenie, że uważanym za ?passe?. Wielu uważało, iż pojęcie to winno odejść do lamusa historii, bo przecież patriotyzm bywał i jest do dziś nagminnie utożsamiany z nacjonalizmem uważanym za źródło wojen, nienawiści i wszelkich konfliktów pomiędzy narodami. Sam zaś nacjonalizm, oznaczający po prostu ideę podporządkowania interesów grupowych czy też klasowych ? interesowi całego narodu, a więc inaczej mówiąc politykę stawiania dobra narodowego, na pierwszym miejscu, połączono w jedno z szowinizmem. Wystarczy przypomnieć znany tekst Tomasza Żuradzkiego opublikowany w 2007 r. ?Patriotyzm jest jak rasizm?. Mogliśmy w nim przeczytać między innymi: ?Patriotyzm nie ma żadnego uzasadnienia moralnego. Jest pozostałością po czasach, gdy hordy plemienne walczyły o terytorium, żywność i kobiety?. Jak twierdzono, w związku z tym w zjednoczonej Europie nie powinno być miejsca na tego typu historycznie motywowane resentymenty. Wielu polskich dziennikarzy czy intelektualistów otwarcie głosiło, że narodowe interesy odeszły już w przeszłość, że liczy się tylko wspólne dobro Unii Europejskiej (swoją drogą ciekawe jak je rozumieć i zdefiniować?) i że powinniśmy, z racji naszego zapóźnienia cywilizacyjno-kulturowego, starać się być lepszymi Europejczykami niż inni. Wielkie spory ideowo-polityczne wydawały się już być rozstrzygnięte, a Francis Fukuyama prognozował nawet początkowo kres historii, w której nie ma już miejsca na wielkie idee i projekty polityczne. Niewątpliwie światowy kryzys ekonomiczny, wojna w Iraku, a potem powstanie Państwa Islamskiego i późniejszy kryzys imigracyjny, jak również agresywna polityka zagraniczna rosnącej w siłę Rosji zmieniły ten obraz.
Trafnie podsumował to znany i bardzo przenikliwy bułgarski politolog i filozof, Iwan Krastew: ?Europa padła ofiarą własnego sukcesu, który zaowocował nie tyle kryzysem ekonomicznym, który udało się w dużej mierze przetrwać, poza takim wyjątkami jak, np. Grecja, ale kryzysem politycznym. Aby więcej znaczyć na arenie międzynarodowej, Europa potrzebuje dalszej politycznej integracji, tymczasem brak woli do tego, zarówno wśród polityków, jak i obywateli. Brak też charyzmatycznych polityków z wizją działania, podobnych do, tzw. ojców-założycieli Uniii Europejskiej. Europa nie potrafi poradzić sobie z wyzwaniami stawianymi przez starzejące się społeczeństwa oraz wieloetniczny i wielokulturowy świat, tymczasem europejska demokracja powstała i funkcjonowała dotychczas w warunkach w społeczeństwach homogenicznych etnicznie o dużym stopniu dobrobytu. Problemem staje się także frustracja większości: raport brytyjskiego rządu z 2008 r. pokazał, że społeczność białych ma mniejsze poczucie wpływu na decyzje dotyczące własnego kraju. Świat stał się bardziej wielobiegunowy niż za czasów zimnej wojny, a wbrew europejskim oczekiwaniom globalizacja wcale nie przyniosła spadku znaczenia państw jako kluczowych aktorów na scenie międzynarodowej, jak i zniknięcia nacjonalizmów jako zasadniczego źródła politycznej motywacji. Co więcej, dogmaty, które do niedawna wydawały się być jeszcze uniwersalne, dziś stają się unikalnym europejskim doświadczeniem nie przystającym do reszty świata. Wystarczy spojrzeć na Chiny, Indie czy Rosję, nie mówiąc już o świecie islamu, by być pewnym, iż nacjonalizmy i religia pozostaną głównymi ideologicznymi czynnikami kształtującymi światową politykę. I choć świat niewątpliwie staje się bardziej kapitalistyczny, to wcale nie oznacza to, iż równocześnie staje się on bardziej demokratyczny lub socjaldemokratyczny. Mało tego, czynniki te zaczynają odgrywać istotną rolę i w samej Europie. Wystarczy porównać atmosferę polityczną Brukseli jako stolicy zjednoczonej Europy z duchem Brukseli jako stolicy Belgii podzielonej pomiędzy Flandrię i Walonię. Paradoksalnie w sensie politycznym kryzys dotknął Europę o wiele bardziej niż USA; postawił on bowiem wielki znak zapytania nad post-narodowym uprawianiem polityki, nad narodową narracją, która jeszcze do niedawna, wydawał się być na zawsze odesłana do metaforycznych archiwów historii. Kryzys Euro odsłonił dramatyczny brak solidarności w Europie. Czy Niemcy, którzy tak niechętnie ratowali greckie finanse, będą gotowi umierać za Polskę? Czy Grecy, którzy tak długo oszukiwali europejskich partnerów, mają prawo apelować do europejskiego poczucia solidarności? Jest jeszcze za wcześnie, żeby przekreślać wspólny europejski projekt polityczny. To do samych Europejczyków należy wybór: czy pozostaną emerytowaną potęgą, czy też podążą w bardziej ambitnym kierunku, ale jedno jest pewne – europejski model geopolityczny, jaki znaliśmy do tej pory, zabrnął w ślepą uliczkę?.
Również Polska jako część zjednoczonej Europy stoi przed powyższymi wyzwaniami. Jednakże zamiast odważnego stawienia im czoła, politycy, nie tylko zresztą polscy, próbują ograniczać się do czystego pragmatyzmu traktując państwo w kategorii przedsiębiorstwa, które winno być optymalnie zarządzane i przynosić jak najlepsze wyniki – czytaj największe zyski. Ale czy zredukowanie istoty państwa do przedsiębiorstwa jest uprawomocnione? Czym jest w takim razie wspólnota państwowa? Klasyczny pogląd stwierdza, iż jest to polityczna forma istnienia narodu. Naturalnie, jak opisał to znany dziennikarz i pisarz, Bronisław Wildstein, dobrobyt mieszkańców jest jednym z celów istnienia państwa, jednak już interpretacja tego twierdzenia nie jest całkowicie jednoznaczna i oczywista. Czy chodzi o komfort żyjących tu i teraz, jak stwierdził w pamiętnej wypowiedzi b. polski premier Donald Tusk, czy też raczej o tworzenie zrębów trwałego dobrobytu mając na względzie również przyszłe pokolenia?

Klasyczna definicja narodu mówi, że naród jest to historycznie wytworzona, trwała wspólnota ludzi, ukształtowana na gruncie wspólnych losów dziejowych, kultury, języka terytorium i życia ekonomicznego. Powstanie wspólnoty narodowej jest jednym z najbardziej znaczących przejawów życia zbiorowego. Bronisław Wildstein określił naród jako wspólnotę rozpiętą w czasie, którą dziedziczymy po poprzednich pokoleniach i obowiązani jesteśmy przekazać ją w jak najlepszym stanie przyszłym generacjom. Na tym polega nasza dziejowa odpowiedzialność wobec ojczyzny. Dzięki takiej postawie mamy szansę przekroczyć ograniczenia indywidualnej skończoności i znikomości. Natomiast redukując rzeczywistość do prostego tu- i teraz dajemy wyraz nihilizmowi i hedonizmowi. Wspólnota narodowa musi uznać jakie dobra, jakie typy wartości pragnie preferować, jakie typy relacji międzyludzkich mają w niej obowiązywać i jakich obywateli chciałaby ona kształtować. Niewątpliwie państwo jest najważniejszą emanacją owej wspólnoty i dlatego w działaniach tych winno ono uczestniczyć, szczególnie poprzez swoją politykę edukacyjną, kulturalną oraz historyczną. Zapewne nie wszyscy zgodzą się z tą wizją. W czasach tzw. post-polityki i dyktatu tolerancji, rozumianej raczej jako poprawność polityczna polegająca na braku prawdy absolutnej i równoważności wszelkich poglądów oraz idei, powyższy pogląd może się niektórym wydać anachroniczny. Obecnie kładzie się raczej nacisk na utylitarne aspekty funkcjonowania państwa. I znowu przywołam tu Bronisława Wildsteina: ?Sprowadzić Państwo do formy przedsiębiorstwa jest nie tylko niemożliwością ? jakie miałyby być konkretne i wymierzalne cele takiej firmy ? ale i radykalną degeneracją idei Państwa i obywatela traktowanego wyłącznie jako producent i konsument?. Istotnie, jeśli państwo ma być postrzegane jako rodzaj przedsiębiorstwa, to obywatele stają się jakby jego udziałowcami, którzy winni w pierwszym rzędzie domagać się maksymalizacji własnych zysków, czytaj ? korzyści, a o wszelkie idee wspólnotowe i wzajemna solidarność mają sens tylko o tyle, o ile prowadzą do usprawnienia funkcjonowania całości wspólnoty państwowej, rozumianej przede wszystkim w sensie ekonomicznym. Czy jednak takie rozumienie istoty państwa stanowi widoczny postęp w dziejach świata, czy też raczej stwarza zagrożenie dla bytu wspólnoty narodowej?

Mamy zatem do czynienia z zasadniczym konfliktem co do rozumienia roli państwa i jego relacji w stosunku do wspólnoty narodowej, konfliktu polegającego na opozycji pomiędzy wspólnotowo i dziejowo pojmowanym patriotyzmem a indywidualistyczną apologią własnych bądź grupowych korzyści. Wówczas patriotyzm musi zostać zanegowany jako przejaw nacjonalizmu lub co najwyżej zredukowany do prostych codziennych zachowań, takich jak: płacenie podatków, sprzątanie po własnym psie, segregowanie śmieci, udział w wyborach, czy kasowanie biletów w tramwaju, no i ewentualnie jeszcze wspieranie polskiej kultury. Można by pewnie jeszcze dopisać dbałość o środowisko naturalne, czyste powietrze i przyrodę, ot choćby lasy i zwierzęta, które stają się dla niektórych ważniejsze od innych ludzi. Takie pojmowanie patriotyzmu doskonale wyraziła w formie graficznej znana aktorka Krystyna Janda.

Powyższa opozycja między interesem własnym jednostek lub grup społecznych a dobrem narodu a  nie pojawiła się w dzisiejszych czasach. Już ksiądz Piotr Skarga w swoich kazaniach sejmowych, których lekturę gorąco polecam, pisał: ?Nie ma miłości ku Rzplitej. Gdy jest co wziąć z poborów i dochodów pospolitych, to najsmaczniejsza kradzież, o którą się i karania żadnego bać nie potrzeba. A gdy co dla dobra pospolitego uczynić, wnet ciężko i trudno i niemasz. [?] Niemasz pod słońcem nic trwałego, mówi Salomon, nie tylko domy i familije, ale i  królestwa i monarchie wielkie ustają i upadają, i naród się po narodzie na ziemi odmienia. Co rozumem i pilnością i cnotą stanęło, to się nierozumem i niedbałością i złością ludzką obala.? Jakże kontrastuje z powyższymi słowami głośna wypowiedź znanego polskiego aktora Marka Kondrata, który  w swoim wystąpieniu adresowanym do młodzieży zebranej na przystanku Woodstock powiedział: ?Polska nie jest najważniejsza. Najważniejsze jest nasze życie. Bo ono jest jedno. Jeżeli będziemy zadowoleni z życia, to Polska też na tym zyska?.

Czym zatem jest patriotyzm?

Dla mnie jest to pojęcie wysokiego diapazonu, którego z pewnym trudem przychodzi mi używać. Wybitny historyk, prof. Andrzej Nowak przytoczył, jako sobie najbliższą, definicję patriotyzmu hrabiny Karoliny Lanckorońskiej, która w 104-ym roku swojego życia powiedziała, że patriotyzm jest całkowitym oddaniem, całkowitą służbą temu co najlepsze, temu co otrzymaliśmy od naszej wspólnoty historycznej, tzn. kulturze. Jak mówi dalej prof. Nowak: ?Myślę, że ta służba kulturze, duchowi, który został stworzony pracą naszych przodków lub do którego dochodzimy naszą decyzją, ale zawsze jest on poprzedzony pracą pokoleń, które tego ducha wzniosły nam na tak wysoki poziom – to jest ta najpiękniejsza forma patriotyzmu o której myślę?.

W tajemniczy sposób o duchu polskości pisał znakomity pisarz i poeta, Jarosław Marek Rymkiewicz: ?na czym polega atrakcyjność naszego ducha ? naszej mentalności, naszej kultury ? dla ludzi ukształtowanych przez innego ducha? I czy my w ogóle ? w dziwactwach naszych i w szaleństwach: bo chyba tylko w tym, w czymże innym? ? możemy być atrakcyjni dla innych, dla obcych? Otóż ja uważam, że my jesteśmy szalenie atrakcyjni sami dla siebie. A to nie byle jaka jest zaleta: być atrakcyjnym dla samego siebie. Przynajmniej ja sam ? jako wytwór ducha polskiego ? jestem dla siebie niezwykle atrakcyjny. I z wielką ciekawością sobie jako Polakowi ? oraz innym wytworom tego ducha, innym Polakom ? wciąż się przyglądam. Ta atrakcyjność dla siebie ? ?an sich?, ku sobie samej zwrócona ? prowadzi, może, a nawet pewnie musi prowadzić do ksenofobii i megalomanii. Jeśli jesteśmy dla siebie tacy atrakcyjni, to po cóż nam inni: na pewno nie tak atrakcyjni, a więc chyba gorsi od nas? My w ksenofobii naszej od obcych wcale jednak się nie odwracamy. Przeciwnie. Chcemy być dla obcych atrakcyjni i mamy do nich pretensje, jeśli wcale im się atrakcyjni nie wydajemy. Tak atrakcyjni dla siebie, jakże dla innych moglibyśmy być nieatrakcyjni? Szalenie nas też ciekawi, co dla tych obcych jest w nas atrakcyjne. Jeśli cokolwiek jest. (…) Niech to, co w nas wedle innych najlepsze, najpiękniejsze, pozostanie dla nas samych tajemnicą. Wiedząc wszystko o sobie ? o naszej polskiej istności ? może i dla samych siebie przestalibyśmy być atrakcyjni? A tego bym nie chciał.?

Jak pięknie podkreśla prof. Nowak, oczywiście istnieje też patriotyzm równie ważny, obronny, w którym najważniejszą cnotą jest odwaga, gotowość do poświęcenia, fizycznego, osobistego. [?] Żeby nikt nie zniszczył naszej kultury, naszego języka trzeba jej bronić, mieć odwagę. ?Wolność nie jest za darmo?. Ktoś za naszą wolność, za trwanie naszego dziedzictwa zapłacił: za to, że nie zostało ono ujarzmione i zatracone. Tak łatwo o tym zapomnieć??. A z kolei Jarosław Marek Rymkiewicz pisze: ?Wszystkie wielkie wydarzenia, które miały miejsce w naszej historii ojczystej, z czasem uzyskały dla nas wartość symboliczną – i jest w dodatku jeszcze tak, że to właśnie rozpoznanie oraz przyjęcie tej wartości symbolicznej, uznanie, że to jest jakaś wartość, łączy nas w pewną całość, czyli robi z nas Polaków.  Jesteśmy Polakami, ponieważ mniej więcej tak samo oceniamy i tak samo przeżywamy Batorego pod Pskowem, rzeź Humańską, bitwę pod Maciejowicami, rzeź Pragi, atak na Belweder, Olszynkę Grochowską, wymarsz Pierwszej Kadrowej i bitwę warszawską 1920 roku?.

Jaki więc powinien być dzisiejszy patriotyzm Polaków, patriotyzm czasów, w których nikt nie wymaga od nas, by dokonywać skrajnie trudnych wyborów i oddawać życie za ojczyznę?

Prof. Nowak definiuje go jako po prostu uczciwą pracę, pracę na rzecz dobra wspólnego [?] W wielu z nas silniejszy jest odruch egoizmu. Odruch wyczerpania treści życia w używaniu go w sferze materialnej, [?] jednak patriotyzm nie wyczerpuje się w trosce o rzeczy materialne, bo jest czymś więcej, jest czymś czego nie da się zważyć, zmierzyć, policzyć. Tym czymś jest poczucie więzi z tymi, którzy budowali wielkość Polski. Chodzi o to, abyśmy patrząc wstecz umieli dostrzec – u naszych przodków – to czego nam dzisiaj brakuje tzn. gotowości do poświęcenia, nie koniecznie od razu życia, ale poświęcenia czasu, poświęcenia siebie innym?.

Osobiście wydaje mi się, że dzisiejsze rozumienie patriotyzmu należałoby poszerzyć o jeszcze jeden istotny aspekt. Dzisiejszy patriotyzm i troska o ojczyznę nie mogą się bowiem obyć bez chęci dochodzenia do prawdy w życiu społecznym. Jej kluczowym elementem jest wykształcenie w sobie umiejętności krytycznego myślenia, krytycznej analizy obrazu świata w oparciu o wiadomości dostarczane nam przez różne źródła.  Odkrycie prawdy stojącej za gąszczem medialnych newsów, interpretacji, a nawet manipulacji, nie jest zadaniem łatwym, wymaga czasu i wysiłku, wymaga stałej weryfikacji własnych poglądów i zmiany utrwalonych już na dobre w naszej świadomości drogowych map. Ale przecież, jak napisał prof. Andrzej Nowak, dzisiejsza gotowość do poświęceń ze strony tych, którzy chcą aspirować do bycia dobrymi patriotami, może oznaczać także proste poświęcenie własnego czasu. Potrafimy przecież w naszym życiu osobistym kupując samochód czy sprzęt gospodarstwa domowego, podjąć starania o zdobycie na ich temat jak najwięcej informacji niejednokrotnie korzystając przy tym z różnych dostępnych źródeł i poświęcając temu własny czas.

Polski dziennikarz i eseista Marian Czarniecki stworzył kilkanaście lat temu pojęcie ?Mediotyzmu? czyli plastelinowej uległości temu wszystkiemu, co media piszą, głoszą, pokazują. Mediotyzm to nasz powszedni grzech przyjmowania światopoglądu gazetowego i telewizyjnego, zaniedbywanie krytycznego rozpoznawania prawdy i fałszu.  Mediota to bezkrytyczny, bezwolny konsument mediów, który może być telewidzem, czytelnikiem, radiosłuchaczem czy może internautą. Mediota to wielbiciel określonych gazet czy telewizji, który nie chce odstawać od innych, który ślepo ulega snobizmowi środowiskowemu. Potrafi oczywiście pisać i czytać, ale nie umie samodzielnie oceniać zjawisk, faktów i ludzi. Parafrazując Kartezjusza Marek Czarniecki mówi: ?Oglądam telewizję, słucham radia, czytam prasę, więc jestem.?  Mediota to pochodna 2 słów: ?media? i ?idiota? w jego pierwotnym greckim znaczeniu, a więc przede wszystkim ? ignorant. Przy czym mediota nie jest wcale synonimem człowieka niewykształconego; równie dobrze może nim być profesor czy doktor habilitowany, zwłaszcza jeżeli utracił wrażliwość kulturową, w pierwszym rzędzie etyczną. W rzeczywistości stan ten może dotknąć każdego, nawet ludzi, którzy mają siebie samych za intelektualistów. Wielu z nas z pewnością nie jeden raz doznało uczucia bezradności i osłupienia w zetknięciu z kimś zupełnie pozbawionym zmysłu krytycznego, kimś bezwolnie przyjmującym przekaz medialny, kimś wręcz infantylnie podatnym na fluidy mody i snobizmu.

Nie można w tym przypadku uciec od pytania o rolę mediów w dzisiejszym świecie. Coraz częściej można mieć wątpliwości czy media służą dobrze demokracji i poszerzaniu przestrzeni ludzkiej wolności, czy też raczej są niezwykle skutecznym narzędziem wpływu na obywateli, i to nie tylko w Polsce. Nie wynika to wyłącznie z często podnoszonej kwestii zawłaszczenia polskich mediów przez partie polityczne, ale jest w dużej , mierze problemem strukturalnym wynikającym z ich olbrzymiej siły przekazu. Wszyscy z pewnością zgodzimy się, że współczesna demokracja nie jest możliwa bez wolnych mediów. Znany amerykański socjolog, Herbert Gans napisał: ?Dziennikarstwo jako zawód postrzega siebie jako wspierające i wzmacniające rolę obywatela w demokracji?. Rozumowanie takie opiera się na założeniu, że im lepiej poinformowany będzie obywatel, tym bardziej świadomie i suwerennie podejmował będzie decyzje, tym lepsze będą jego polityczne wybory, a tym samym lepszej jakości będzie i sama demokracja. Często mówi się, że media winny być, tzw. psem-stróżem (ang. watch-dog), szczekającym ostrzegawczo, gdy nadużywana jest władza lub gdy, np. ulega ona korupcji. Czy jednak w polskich warunkach tak właśnie wygląda rola mediów? I czy patologie tropione są z równą zaciętością po wszystkich stronach sceny politycznej?

Oprócz funkcji informacyjnej oraz kontrolnej, media pełnią jeszcze jedną bardzo istotną rolę: winny być one sferą publicznej debaty, rodzajem wirtualnego areopagu. Również w tym obszarze występuje w Polsce wiele problemów. Łatwo dostrzec jak mało wspólnego z racjonalnością mają debaty telewizyjne na tematy polityczne. Liczy się, tzw. medialność, dobry wygląd; nie chodzi o uczciwą prezentację własnych poglądów, ale o wrażenie jakie wywiera się na widzach. Dominują emocje i nieskrywana agresja.

Co więcej, przekaz medialny jest również towarem, który musi zostać odpowiednio opakowany, aby się dobrze sprzedał. W ten właśnie sposób powstają, tzw. ?newsy?, włączone w odpowiednią, szerszą narrację. Niejednokrotnie zostają one wykreowane przez media w sposób całkowicie sztuczny, aby odpowiedzieć na rosnący popyt. Z jednej strony zaspokajają one gusty masowego czytelnika, z drugiej ? je kształtują.

Czy nam się to podoba, czy nie, korporacje medialne mają w ogromnym stopniu charakter organizacji biznesowych, które nie są wolne od własnych interesów i sympatii politycznych, a ich przekaz pełen jest subiektywizmu, polegającego, np. na tym, że niektórych faktów się nie relacjonuje. Obiektywne media w rzeczywistości od dawna już nie istnieją. Wystarczy przypomnieć, np. początkową, blisko półroczną zmowę milczenia jaka zapanowała po tzw. aferze Rywina, czy też brak relacji większości mediów na temat zachowania ?niedysponowanego? Aleksandra Kwaśniewskiego w czasie jego wizyty na grobach zamordowanych polskich oficerów w Charkowie. Co gorsza, w ostatnich latach media w Polsce stały się stroną ostrego politycznego konfliktu i nie usiłują nawet pozorować bezstronności, a wręcz odwrotnie mają ambicje aktywnego wpływu na scenę polityczną. Nie można również nie dostrzegać faktu, iż 80% polskiej prasy należy do zagranicznych właścicieli, których interesy z natury rzeczy bywają rozbieżne z polskimi. Tymczasem próby dyskusji o tak oczywistych zjawiskach są w Polsce źle widziane. Jasnym jest, iż inwestorom zagranicznym nie chodzi o kształtowanie polskiej opinii publicznej i podnoszenie kultury obywatelskiej, ale raczej o zysk. Z tego powodu na przykład państwo niemieckie stoi ściśle na stanowisku niezależności prasy od kapitału obcego, który nie może mieć w niej większościowych udziałów.

Metody manipulacji, którymi posługuje się świat mediów, są często niesłychanie finezyjne, wręcz podprogowe, dlatego możemy w ogóle nie zdawać sobie z nich sprawy. Nierzadko mamy do czynienia ze stosowaniem półprawd, reinterpretacji, odpowiednim podkreślaniem rzeczywistości, ale zdarza się nawet i jej twórcze kreowanie oraz przypisywanie innym odpowiednich intencji. Wystarczy przypomnieć przypisanie przez jedną z telewizji Jarosławowi Kaczyńskiemu, nigdy nie wypowiedzianych, słów: ?I nadejdą jeszcze czasy, że ?prawdziwi? Polacy dojdą do władzy?. Katarzyna Kolenda-Zaleska na marginesie tego zdarzenia napisała: ?Określenie ?prawdziwi Polacy? pochodzi ze słownika antysemity, stąd rozumiem sprzeciw Jarosława Kaczyńskiego wobec przypisywania mu tych słów. Tyle, że dziś prawdziwi Polacy to nowa kształtująca się kategoria, którą definiuje nie stosunek do Żydów, lecz do katastrofy smoleńskiej. Prawdziwi Polacy to ludzie broniący krzyża pod Pałacem Prezydenckim, ludzie, którzy wierzą, że katastrofa pod Smoleńskiem to był zamach, że rząd ulega we wszystkim Rosjanom, a Polska to kondominium rosyjsko-niemieckie. Taką linię podziału nakreślił nie kto inny niż Jarosław Kaczyński. Nie musiał przy tym używać słowa ?prawdziwi?. Ludzie pod Pałacem doskonale rozumieją kontekst. Nie ma znaczenia, że Jarosław Kaczyński tego wszystkiego nie powiedział  (moje podkreślenie) [?] bowiem w tym sporze o Polskę nie chodzi o to,  jaka ma być Polska, ale czyja ma być Polska?.

Informacją można zresztą manipulować na wiele sposobów, także poprzez tytuły, nagłówki, poprzez miejsce zamieszczenia newsa w gazecie czy w telewizyjnych wiadomościach, itd. Przecież dziś wiele osób, zwłaszcza posługujących się internetem, ogranicza się do czytania nagłówków lub co najwyżej krótkich ?zajawek? artykułów. Dlatego niejednokrotnie zdarza się, iż nie oddają one wcale treści, o których mówi dalsza część artykułu. Mają natomiast wywołać wśród odbiorców określone wrażenie. Na szczęście, przestrzeń internetu, mimo wszystkich swoich wad, mimo całego obecnego w nim zalewu podłości, głupoty, kłamstwa, ignorancji i niekompetencji, umożliwia społeczną samoorganizację wokół wspólnych idei. Co jeszcze ważniejsze, umożliwia też ona samodzielne poszukiwanie prawdy. Dzięki internetowi nie jest już możliwe pełne kontrolowanie opinii społecznej, nawet w państwach post-totalitarnych takich, jak np. Chiny czy Rosja. Dlatego tak ważne jest poszerzanie sfery szerokopasmowego dostępu do Internetu, szczególnie w zapóźnionych gospodarczo regionach kraju.

Obowiązkiem dzisiejszego patrioty, a więc kogoś, komu nieobca jest dbałość o ojczyznę i jej historyczne dziedzictwo, które winni jesteśmy przekazać w jak najlepszym stanie przyszłym pokoleniom, jest wysiłek krytycznego myślenia prowadzący do odkrywania prawdy. Każdy świadomy obywatel winien zdobyć się na niełatwą konfrontację własnych przekonań z faktami, na konfrontację opisów i faktów medialnych, a już zwłaszcza komentarzy, z rzeczywistością. Trzeba starać się nie tylko poznawać różne punkty widzenia, ale przede wszystkim docierać do materiałów źródłowych, by wyrobić sobie własny pogląd na temat konkretnych faktów z życia zbiorowego. Nie można ustawać w wysiłkach o własną wrażliwość etyczną, o krytyczne przeciwstawianie Wirtualności – Rzeczywistości, o dochodzenie do prawdy i odsłanianie nawarstwień fałszu.

Nie można pozwolić na wmówienie sobie, iż istotą życia jest wyłącznie własna wygoda, przyjemność i samozadowolenie. Nie można brać na serio haseł w rodzaju tego, jakie zobaczyłem niedawno Anglii na jednym z miejskich autobusów: ?There is probably no God. Now, stop worrying and enjoy your life!?. Bowiem życie, tak indywidualne, jak i życie wspólnoty narodowej, pełne jest trudnych wyzwań. Pociechę w ich pokonywaniu mogą nam przynieść słowa wybitnego niemieckiego XIX-wiecznego poety Friedricha Hoelderlina: ?W niebezpieczeństwie rodzi się także to, co przynosi ratunek?.

 

Prof. Piotr Czauderna

 

 

 

 

PAGETOP
Powered by WordPress & BizVektor Theme by Vektor,Inc. technology.