Jaki więc powinien być dzisiejszy patriotyzm Polaków, patriotyzm czasów, w których nikt nie wymaga od nas, by dokonywać skrajnie trudnych wyborów i oddawać życie za ojczyznę?

Prof. Nowak definiuje go jako po prostu uczciwą pracę, pracę na rzecz dobra wspólnego [?] W wielu z nas silniejszy jest odruch egoizmu. Odruch wyczerpania treści życia w używaniu go w sferze materialnej, [?] jednak patriotyzm nie wyczerpuje się w trosce o rzeczy materialne, bo jest czymś więcej, jest czymś czego nie da się zważyć, zmierzyć, policzyć. Tym czymś jest poczucie więzi z tymi, którzy budowali wielkość Polski. Chodzi o to, abyśmy patrząc wstecz umieli dostrzec – u naszych przodków – to czego nam dzisiaj brakuje tzn. gotowości do poświęcenia, nie koniecznie od razu życia, ale poświęcenia czasu, poświęcenia siebie innym?.

Osobiście wydaje mi się, że dzisiejsze rozumienie patriotyzmu należałoby poszerzyć o jeszcze jeden istotny aspekt. Dzisiejszy patriotyzm i troska o ojczyznę nie mogą się bowiem obyć bez chęci dochodzenia do prawdy w życiu społecznym. Jej kluczowym elementem jest wykształcenie w sobie umiejętności krytycznego myślenia, krytycznej analizy obrazu świata w oparciu o wiadomości dostarczane nam przez różne źródła.  Odkrycie prawdy stojącej za gąszczem medialnych newsów, interpretacji, a nawet manipulacji, nie jest zadaniem łatwym, wymaga czasu i wysiłku, wymaga stałej weryfikacji własnych poglądów i zmiany utrwalonych już na dobre w naszej świadomości drogowych map. Ale przecież, jak napisał prof. Andrzej Nowak, dzisiejsza gotowość do poświęceń ze strony tych, którzy chcą aspirować do bycia dobrymi patriotami, może oznaczać także proste poświęcenie własnego czasu. Potrafimy przecież w naszym życiu osobistym kupując samochód czy sprzęt gospodarstwa domowego, podjąć starania o zdobycie na ich temat jak najwięcej informacji niejednokrotnie korzystając przy tym z różnych dostępnych źródeł i poświęcając temu własny czas.

Polski dziennikarz i eseista Marian Czarniecki stworzył kilkanaście lat temu pojęcie ?Mediotyzmu? czyli plastelinowej uległości temu wszystkiemu, co media piszą, głoszą, pokazują. Mediotyzm to nasz powszedni grzech przyjmowania światopoglądu gazetowego i telewizyjnego, zaniedbywanie krytycznego rozpoznawania prawdy i fałszu.  Mediota to bezkrytyczny, bezwolny konsument mediów, który może być telewidzem, czytelnikiem, radiosłuchaczem czy może internautą. Mediota to wielbiciel określonych gazet czy telewizji, który nie chce odstawać od innych, który ślepo ulega snobizmowi środowiskowemu. Potrafi oczywiście pisać i czytać, ale nie umie samodzielnie oceniać zjawisk, faktów i ludzi. Parafrazując Kartezjusza Marek Czarniecki mówi: ?Oglądam telewizję, słucham radia, czytam prasę, więc jestem.?  Mediota to pochodna 2 słów: ?media? i ?idiota? w jego pierwotnym greckim znaczeniu, a więc przede wszystkim ? ignorant. Przy czym mediota nie jest wcale synonimem człowieka niewykształconego; równie dobrze może nim być profesor czy doktor habilitowany, zwłaszcza jeżeli utracił wrażliwość kulturową, w pierwszym rzędzie etyczną. W rzeczywistości stan ten może dotknąć każdego, nawet ludzi, którzy mają siebie samych za intelektualistów. Wielu z nas z pewnością nie jeden raz doznało uczucia bezradności i osłupienia w zetknięciu z kimś zupełnie pozbawionym zmysłu krytycznego, kimś bezwolnie przyjmującym przekaz medialny, kimś wręcz infantylnie podatnym na fluidy mody i snobizmu.

Nie można w tym przypadku uciec od pytania o rolę mediów w dzisiejszym świecie. Coraz częściej można mieć wątpliwości czy media służą dobrze demokracji i poszerzaniu przestrzeni ludzkiej wolności, czy też raczej są niezwykle skutecznym narzędziem wpływu na obywateli, i to nie tylko w Polsce. Nie wynika to wyłącznie z często podnoszonej kwestii zawłaszczenia polskich mediów przez partie polityczne, ale jest w dużej , mierze problemem strukturalnym wynikającym z ich olbrzymiej siły przekazu. Wszyscy z pewnością zgodzimy się, że współczesna demokracja nie jest możliwa bez wolnych mediów. Znany amerykański socjolog, Herbert Gans napisał: ?Dziennikarstwo jako zawód postrzega siebie jako wspierające i wzmacniające rolę obywatela w demokracji?. Rozumowanie takie opiera się na założeniu, że im lepiej poinformowany będzie obywatel, tym bardziej świadomie i suwerennie podejmował będzie decyzje, tym lepsze będą jego polityczne wybory, a tym samym lepszej jakości będzie i sama demokracja. Często mówi się, że media winny być, tzw. psem-stróżem (ang. watch-dog), szczekającym ostrzegawczo, gdy nadużywana jest władza lub gdy, np. ulega ona korupcji. Czy jednak w polskich warunkach tak właśnie wygląda rola mediów? I czy patologie tropione są z równą zaciętością po wszystkich stronach sceny politycznej?

Oprócz funkcji informacyjnej oraz kontrolnej, media pełnią jeszcze jedną bardzo istotną rolę: winny być one sferą publicznej debaty, rodzajem wirtualnego areopagu. Również w tym obszarze występuje w Polsce wiele problemów. Łatwo dostrzec jak mało wspólnego z racjonalnością mają debaty telewizyjne na tematy polityczne. Liczy się, tzw. medialność, dobry wygląd; nie chodzi o uczciwą prezentację własnych poglądów, ale o wrażenie jakie wywiera się na widzach. Dominują emocje i nieskrywana agresja.

Co więcej, przekaz medialny jest również towarem, który musi zostać odpowiednio opakowany, aby się dobrze sprzedał. W ten właśnie sposób powstają, tzw. ?newsy?, włączone w odpowiednią, szerszą narrację. Niejednokrotnie zostają one wykreowane przez media w sposób całkowicie sztuczny, aby odpowiedzieć na rosnący popyt. Z jednej strony zaspokajają one gusty masowego czytelnika, z drugiej ? je kształtują.

Czy nam się to podoba, czy nie, korporacje medialne mają w ogromnym stopniu charakter organizacji biznesowych, które nie są wolne od własnych interesów i sympatii politycznych, a ich przekaz pełen jest subiektywizmu, polegającego, np. na tym, że niektórych faktów się nie relacjonuje. Obiektywne media w rzeczywistości od dawna już nie istnieją. Wystarczy przypomnieć, np. początkową, blisko półroczną zmowę milczenia jaka zapanowała po tzw. aferze Rywina, czy też brak relacji większości mediów na temat zachowania ?niedysponowanego? Aleksandra Kwaśniewskiego w czasie jego wizyty na grobach zamordowanych polskich oficerów w Charkowie. Co gorsza, w ostatnich latach media w Polsce stały się stroną ostrego politycznego konfliktu i nie usiłują nawet pozorować bezstronności, a wręcz odwrotnie mają ambicje aktywnego wpływu na scenę polityczną. Nie można również nie dostrzegać faktu, iż 80% polskiej prasy należy do zagranicznych właścicieli, których interesy z natury rzeczy bywają rozbieżne z polskimi. Tymczasem próby dyskusji o tak oczywistych zjawiskach są w Polsce źle widziane. Jasnym jest, iż inwestorom zagranicznym nie chodzi o kształtowanie polskiej opinii publicznej i podnoszenie kultury obywatelskiej, ale raczej o zysk. Z tego powodu na przykład państwo niemieckie stoi ściśle na stanowisku niezależności prasy od kapitału obcego, który nie może mieć w niej większościowych udziałów.

Metody manipulacji, którymi posługuje się świat mediów, są często niesłychanie finezyjne, wręcz podprogowe, dlatego możemy w ogóle nie zdawać sobie z nich sprawy. Nierzadko mamy do czynienia ze stosowaniem półprawd, reinterpretacji, odpowiednim podkreślaniem rzeczywistości, ale zdarza się nawet i jej twórcze kreowanie oraz przypisywanie innym odpowiednich intencji. Wystarczy przypomnieć przypisanie przez jedną z telewizji Jarosławowi Kaczyńskiemu, nigdy nie wypowiedzianych, słów: ?I nadejdą jeszcze czasy, że ?prawdziwi? Polacy dojdą do władzy?. Katarzyna Kolenda-Zaleska na marginesie tego zdarzenia napisała: ?Określenie ?prawdziwi Polacy? pochodzi ze słownika antysemity, stąd rozumiem sprzeciw Jarosława Kaczyńskiego wobec przypisywania mu tych słów. Tyle, że dziś prawdziwi Polacy to nowa kształtująca się kategoria, którą definiuje nie stosunek do Żydów, lecz do katastrofy smoleńskiej. Prawdziwi Polacy to ludzie broniący krzyża pod Pałacem Prezydenckim, ludzie, którzy wierzą, że katastrofa pod Smoleńskiem to był zamach, że rząd ulega we wszystkim Rosjanom, a Polska to kondominium rosyjsko-niemieckie. Taką linię podziału nakreślił nie kto inny niż Jarosław Kaczyński. Nie musiał przy tym używać słowa ?prawdziwi?. Ludzie pod Pałacem doskonale rozumieją kontekst. Nie ma znaczenia, że Jarosław Kaczyński tego wszystkiego nie powiedział  (moje podkreślenie) [?] bowiem w tym sporze o Polskę nie chodzi o to,  jaka ma być Polska, ale czyja ma być Polska?.

Informacją można zresztą manipulować na wiele sposobów, także poprzez tytuły, nagłówki, poprzez miejsce zamieszczenia newsa w gazecie czy w telewizyjnych wiadomościach, itd. Przecież dziś wiele osób, zwłaszcza posługujących się internetem, ogranicza się do czytania nagłówków lub co najwyżej krótkich ?zajawek? artykułów. Dlatego niejednokrotnie zdarza się, iż nie oddają one wcale treści, o których mówi dalsza część artykułu. Mają natomiast wywołać wśród odbiorców określone wrażenie. Na szczęście, przestrzeń internetu, mimo wszystkich swoich wad, mimo całego obecnego w nim zalewu podłości, głupoty, kłamstwa, ignorancji i niekompetencji, umożliwia społeczną samoorganizację wokół wspólnych idei. Co jeszcze ważniejsze, umożliwia też ona samodzielne poszukiwanie prawdy. Dzięki internetowi nie jest już możliwe pełne kontrolowanie opinii społecznej, nawet w państwach post-totalitarnych takich, jak np. Chiny czy Rosja. Dlatego tak ważne jest poszerzanie sfery szerokopasmowego dostępu do Internetu, szczególnie w zapóźnionych gospodarczo regionach kraju.

Obowiązkiem dzisiejszego patrioty, a więc kogoś, komu nieobca jest dbałość o ojczyznę i jej historyczne dziedzictwo, które winni jesteśmy przekazać w jak najlepszym stanie przyszłym pokoleniom, jest wysiłek krytycznego myślenia prowadzący do odkrywania prawdy. Każdy świadomy obywatel winien zdobyć się na niełatwą konfrontację własnych przekonań z faktami, na konfrontację opisów i faktów medialnych, a już zwłaszcza komentarzy, z rzeczywistością. Trzeba starać się nie tylko poznawać różne punkty widzenia, ale przede wszystkim docierać do materiałów źródłowych, by wyrobić sobie własny pogląd na temat konkretnych faktów z życia zbiorowego. Nie można ustawać w wysiłkach o własną wrażliwość etyczną, o krytyczne przeciwstawianie Wirtualności – Rzeczywistości, o dochodzenie do prawdy i odsłanianie nawarstwień fałszu.

Nie można pozwolić na wmówienie sobie, iż istotą życia jest wyłącznie własna wygoda, przyjemność i samozadowolenie. Nie można brać na serio haseł w rodzaju tego, jakie zobaczyłem niedawno Anglii na jednym z miejskich autobusów: ?There is probably no God. Now, stop worrying and enjoy your life!?. Bowiem życie, tak indywidualne, jak i życie wspólnoty narodowej, pełne jest trudnych wyzwań. Pociechę w ich pokonywaniu mogą nam przynieść słowa wybitnego niemieckiego XIX-wiecznego poety Friedricha Hoelderlina: ?W niebezpieczeństwie rodzi się także to, co przynosi ratunek?.

 

Prof. Piotr Czauderna

Cały tekst