Dnia 15 maja w ECS odbyło się bardzo ciekawe spotkanie dyskusyjne mówiące wiele o kondycji Unii Europejskiej. Podzielono je na kilka sesji, z których niewątpliwie najciekawsza nosiła tytuł ?Europa bez Europejczyków? Kondycja wspólnoty politycznej?. Wziął w niej udział, między innymi wybitny bułgarski politolog, Iwan Krastew.

Wykład wprowadzający wygłosił, pan Janusz Lewandowski. Bardzo dziwnie w aspekcie europejskiej polityki ostatnich lat, w której tworzeniu przecież jako jeden z komisarzy UE uczestniczył, brzmiały jego wypowiedzi, iż Europa nie może się wyrzekać własnego dziedzictwa. Zadał też pytanie: Ile więcej potrzeba Europy, by ocalić Euro? Nie padło jednak pytanie dlaczego i czy w ogóle trzeba ocalać Euro? Podkreślił też rolę tożsamości europejskiej oraz to, że demokratyczne społeczeństwa dorastają do nowych wyzwań, jakie się pojawiają, i w ten sposób wznoszą się na wyższy poziom. Jednym z jego argumentów był fakt, że sportowcy reprezentujący UE zdobyli najwięcej medali na olimpiadzie letniej w Pekinie (tyle ile USA i Chiny razem), jak by to miało jakiekolwiek znaczenie. Wyraził też swoje zdziwienie faktem, że choć Polska jest krajem euro-entuzjastycznym, to w ostatnich wyborach przynajmniej 8 z 10 kandydatów na prezydenta reprezentowało eurosceptycyzm. Myślę, że to wystąpienie bardzo dobrze pokazało sposób myślenia polskich euro-elit.

Następnie, Janusz Reiter, dyplomata, były ambasador Polski w Niemczech i USA, zaproponował spojrzenie na świat jak na giełdę, a na poszczególne kraje jak na firmy, których akcje warto lub też nie warto kupować. Rolę jakby maklerem pełnią głównie USA. Podkreślił on, iż nie wierzy on w istnienie tożsamości europejskiej, o której mówił Janusz Lewandowski. Ostatni raz próbowano na niej budować w okresie wojny w Iraku, gdy usiłowano skonstruować europejską tożsamość w opozycji do USA. Jednakże Janusz Reiter uważa, że o wiele ważniejszym pojęciem jest odpowiedzialność za wspólną Europę. Paradoksalnie, choć UE jest słaba, poszczególne kraje czerpią poczucie siły ze swojej przynależności do Unii. Choć, niedawny i bardzo interesujący, przegląd korzyści wynikających z członkostwa Wielkiej Brytanii w UE, dokonany przez rząd Zjednoczonego Królestwa, wykazał, że korzyści przeważają nad wadami, to jednak premier Cameron zaproponował przeprowadzenie referendum w sprawie członkostwa Wlk. Brytanii w Unii. Dlatego Janusz Reiter porównał postrzeganie członkostwa w UE przez poszczególne kraje do członkostwa krajów socjalistycznych w RWPG, kiedy to każdy obywatel uważał, że korzyści odnosi jedynie ZSRS. Uważa on także, że Unię należy postrzegać jako projekt typu ?win-win?, czyli taki, w którym wszyscy wygrywają. Podkreślił też bardzo mocno, że na kryzysie UE stracą wszyscy. UE jest obecnie raczej wspólnotą dobrobytu i państwa opiekuńczego, w której zapomina się, że nie byłoby europejskiego dobrobytu bez wcześniejszego zaangażowania USA w sprawę bezpieczeństwa Europy. Unia cechuje się też znacznym lękiem przed zagrożeniami zewnętrznymi, choć naturalnie uważa się, że wojna wewnątrz UE jest czymś niewyobrażalnym. Pojawia się tu pytanie czy UE jest gotowa wziąć na siebie odpowiedzialność za sprawy wojny i pokoju w Europie, lecz poza granicami UE, tym bardziej że pojawił się obecnie jakby trzeci stan: ni to pokoju, ni wojny; co najlepiej oddaje niemiecki termin ?Un-friede? czyli jakby nie-pokój wyrażający się permanentnym konfliktem, niepokojami i nieufnością.

Bardzo mocno zabrzmiało wystąpienie światowej sławy bułgarskiego socjologa i analityka, Iwana Krastewa, który jako jedyny dogłębnie i bardzo krytycznie przeanalizował sytuację współczesnej Europy. Podkreślił też, że jesteśmy zbytnio europocentryczni, podczas gdy Europa wcale nie jest pępkiem współczesnego świata. Opisał też swoje doświadczenia i wiedzę zdobytą przy okazji pracy nad projektem dotyczącym mechanizmów dezintegracji. W większości przypadków upadek jakiegoś imperium czy systemu wydaje się bardzo długo wręcz niemożliwy, dlatego nie bierze się takiego scenariusza na poważnie. Takie myślenie dotyczy szczególnie ekonomistów. Dlatego również Unii Europejskiej nie należy traktować jako danej na zawsze. Rozpad jakiejś struktury jest bardzo często niezamierzoną konsekwencją ludzkich działań wynikającą z ich dynamiki. Co ciekawe, wielkie projekty nie zapadają się wskutek działań swoich peryferiów, lecz od centrum. Tak było, na przykład w przypadku ZSRS. Zwykle odpowiadają za to wygrani, którzy uważają, że są przegranymi. Podkreślił też bardzo mocno, że europejska tożsamość jest mitem, tym bardziej że UE rozrywają wewnętrzne konflikty, przede wszystkim między Południem, które uważa, że najważniejszy jest problem emigrantów z Afryki oraz kryzys ekonomiczny, a Wschodem, który uważa, że najważniejszy jest problem Ukrainy i Rosji. Mimo niewątpliwego sukcesu projektu UE od 10 lat zaczęły zachodzić w niej zmiany i pojawiły się narastające konflikty wewnętrzne oparte na budowie lokalnej tożsamości (Katalonia, Szkocja, itp.). Ale jeszcze większe znaczenie ma rozpoczynająca się rebelia przeciwko elitom, tym bardziej że protestanci na ulicach nie postrzegają swoich krajów jako prawdziwe demokracje; nie ma przy tym znaczenia czy jest to rzeczywiście prawda, ważne, że tak jest to przez społeczeństwa postrzegane. Wielkim problemem projektu unijnego jest właśnie to, że jest on postrzegany jako projekt elit, jako projekt skonstruowany dla elit i przez elity, tak polityczne, jak i gospodarcze. Ludzie na ulicach wcale nie są nastawieni anty-europejsko, lecz anty-elitarnie! Tymczasem projekt europejski, który w swych założeniach miał być źródłem kontroli nad elitami, stał się źródłem wyswobodzenia elit spod wszelkiej kontroli, jak to się dzieje na naszych oczach.

Francuski myśliciel, Georges Mink, wygłosił bardzo kontrowersyjne twierdzenie, iż łatwiej doszukać się solidarności na poziomie państw niż na poziomie poszczególnych ludzi. Zadawał też sobie pytanie czym jest obywatelstwo europejskie i jakie są jego składniki? Być może za bardzo w tej kwestii postawiono na mobilność obywateli. Odrębnym problemem jest idea stworzenia europejskiej armii. Podkreślając potrzebę jej stworzenia, przywołał paradoks sformułowany przez słynnego francuskiego myśliciela, Raymonda Arona, który powiedział: ?Wojna ? niemożliwa, pokój ? nieprawdopodobny?.

Rosjanka działaczka społeczna, Jelena Niemirowska stwierdziła, iż pragnienie imperium to archaizm i krok do tyłu, przede wszystkim w odniesieniu do polityki wewnętrznej w Rosji. Oczywiście każde państwo myśli o własnym bezpieczeństwie, dlatego ważne jest, by okiełznać wewnętrzny nacjonalizm prowadzący do agresji przeciwko innym krajom, np. Ukrainie. Agresja ta jednak przekłada się zwrotnie na relacje wewnętrzne w kraju, a w szczególności na stosunki między obywatelami i kompletny brak solidarności społecznej. Przykładowo, w Rosji większość obywateli (nawet inteligencja) sądzi, że Krym jest nasz. To nie jest tylko problem Władimira Putina i jego otoczenia. Ale co można w takiej sytuacji zrobić? Nadzieją jest aktywność ludzka, nawet w czasach trudnych, czego przykładem był Borys Niemcow. Rosjanie słabo rozumieją, że wielkości państwa nie mierzy się jego podbojami terytorialnymi, co pozwala na kompensację niedostatków indywidualnego życia. Źródłem poczucia dumy narodowej może być nawet klasyczny rosyjski balet. Słowo ?obywatel? (grażdanin) nie istnieje w świadomości rosyjskiej i nie znaczy nic. Tam świadomość obywatelska nigdy się nie rozwinęła. Bestialstwo władzy jest odwieczną i immanentną cechą imperium rosyjskiego. Kluczowym pojęciem dla współczesnej Rosji jest nie tyle demokracja co pojęcie państwa prawa. Przecież we współczesnej Rosji istnieją prawie wszystkie demokratyczne instytucje, tyle tylko że nie są one wypełnione żadną demokratyczną treścią. Wszystko jest pozorem. Dotyczy to zwłaszcza sfery sądownictwa. CZY NIE NARZUCAJĄ NAM SIĘ TU ŻADNE ANALOGIE DO NASZEGO KRAJU? [TO JEST OCZYWIŚCIE KOMENTARZ MÓJ, A NIE JELENY NIEMIROWSKIEJ]. Dlatego poniżonym i skrzywdzonym pozostaje tylko, prowadzący nieuchronnie do okrucieństwa, bunt. Może jedynym realnym wyjściem nie jest stawianie przed sobą wielkich zadań, ale raczej otwarcie na świat młodego pokolenia Rosjan. Trzeba pracować bez nadziei na sukces. Tak postępowali w czasach komunistycznych dysydenci, bo słowa i kultura mają jednak znaczenie. Jelena Niemirowska bardzo podkreśliła, że chciałaby, aby Rosja pozostała w orbicie projektu europejskiego, choć zależy to od młodych ludzi i potrzebna jest tu pomoc samej Europy. Inaczej Rosja zacznie zwracać się ku Chinom, co już powoli ma miejsce, a podkreślić trzeba, iż reprezentują one sferę zupełnie innych wartości niż Rosja i Europa, które jakby nie było są ze swej natury chrześcijańskie.

Iwan Krastew w odpowiedzi na to wystąpienie podkreślił, iż rosyjski establishment w czasie spotkań nie lubi rozmawiać o Rosji, zdecydowanie woli dyskutować o UE podkreślając jej dekadencję. Jednakże tym, co ma wielkie znaczenie dla Unii jest cierpliwość i wytrzymałość. Tu leżą źródła roli dzisiejszych Niemiec, szczególnie w polityce wschodniej UE. Ale, co ciekawe, dzisiejsze Niemcy, wcale nie przypominają reszty Unii: nie przeżywają ani kryzysu ekonomicznego, ani politycznego. Zaakcentował on też, iż bardzo ważne jest, aby pozwolić społeczeństwom dokonywać błędnych wyborów i ponosić ich koszty. Być może jest to najlepsze rozwiązanie w odniesieniu do problemów współczesnej Grecji. Konstrukcja polityczna typu ?win-win?, w której wszyscy wygrywają, o której tak dużo wcześniej mówiono, jest czystym mitem. Zwłaszcza, iż niektórzy wygrywają już dziś, a inni mają szansę wygrać dopiero jutro. Społeczeństwa nie chcą już więcej ?kupować? narracji typu ?win-win?. W rzeczywistym świecie zawsze bowiem są wygrani i przegrani (winners and loosers). Ogromnym problem UE jest oczywiście problem wewnętrznego i zewnętrznego bezpieczeństwa, zwłaszcza iż propaganda putinowska jest bardzo wymyślna i nie polega wcale na przekonywaniu opinii publicznej wprost do racji i argumentów Rosji i jej polityki, ale raczej na podkreśleniu ograniczeń i wewnętrznych trudności, jak i czynnym wspieraniu oraz podtrzymywaniu konfliktów i różnic opinii w obrębie Unii.

Co ciekawe, Janusz Reiter podkreślił w tym miejscu, że Polska odpadła w którymś momencie z negocjacji na temat przyszłości Ukrainy, bo taka była wola Rosji, a przecież na dłuższą metę nie powinno być tak, że to Rosja dyktuje Unii sposoby prowadzenia polityki zagranicznej. W Europie coś się fundamentalnie zmieniło. Komisję Europejską powołano początkowo ze względu na ograniczone zaufanie społeczeństw do projektów pan-europejskich, jak i do własnych rządów. Na zakończenie Janusz Reiter podkreślił raz jeszcze, iż zasadniczą sprawą jest wprowadzenie w Europie kultury odpowiedzialności i zwiększenie udziału Polski w inicjatywach politycznych UE.

Chciałbym napisać jeszcze o swojej dyskusji, już w kuluarach, z Iwanem Krastewem. Odniósł się on do dzisiejszej polityki rosyjskiej. Dokonał bardzo ciekawej analizy wskazującej na to, iż dziś podobnie jak w latach 90-tych Rosja wzoruje się na polityce Zachodu. Władze rosyjskie uznały jednak, iż w latach 90-tych niewłaściwie zinterpretowały tę politykę wybierając z niej jedynie to, co słabe, demokratyczne czyli skupiły się wówczas jakby na wirtualnych aspektach tej polityki. Teraz postawiono na to, co w Rosji uważa się za rzeczywiste oblicze tej polityki czyli na zachodnią siłę, na którą składają się: zakulisowe rozgrywki, propagandę, cynizm i kłamstwa, operacje służb specjalnych, wojna hybrydowa, itd. Zwłaszcza kłamstwo jest stałym elementem polityki rosyjskiej i dowodem siły państwa, ze zrozumieniem czego i dziś mają problem politycy zachodni. Dlatego kłamstwa te mają często demonstracyjny charakter. Bardzo ciekawe są też różnice w postrzeganiu Europy przez Niemcy, które widzą ją głównie w perspektywie Wschód-Zachód, i Rosję, którą postrzega ją bardziej w perspektywie Północ-Popołudnie. Niewątpliwie to Niemcy są krajem, który ma największy wpływa na politykę europejską wobec Rosji. Trzeba też pamiętać o napięciach politycznych wynikających z globalizacji, podatków czy prowadzenia interesów przez spółki off shore?owe, z których korzystają tylko niektórzy, przede wszystkim wielki międzynarodowy kapitał. W rozmowie Iwan Krastew zwrócił też uwagę na zmianę sytuacji międzynarodowego kapitału ekonomicznego, który nie jest już przywiązany do ziemi, jak było to w przeszłości. Dlatego może on łatwo szantażować rządy narodowe groźbą przeniesienia swoich interesów gdzie indziej. Co więcej, społeczeństwa zaczynają obecnie obwiniać swoje elity o zdradę interesów zwykłych ludzi i o brak demokracji we współczesnej Europie.